Transport

Przejście Świdnickie, czyli „Dzwon życia”

przejscie-swidnickie-remont-006

Przyglądam się interesującej dyskusji na temat remontu i przebudowy przejścia podziemnego przy ulicy Świdnickiej. Każdy ma prawo do swojego zdania, efekt demokracji.

Wyrażam więc swoje – tam zaliczyłem „dzwon życia”. Wypadłem na trzecim schodku z wózka, a zatrzymałem się na przedostatnim, na własnej brodzie. Celem była knysza na Dworcu Głównym, dzięki Bogu, mieliśmy chusteczki – zatamowaliśmy krew i smacznie skonkludowaliśmy wieczór.

Nigdy nie chciałem darmowego tosta w podziemnym przejściu przy ul. Świdnickiej dlatego, że jeżdżę na wózku. Bardzo mi smakowały, ale uważałem, że – jak każdy – jakoś muszę tam zejść i stanąć w kolejce. Tak też miałem w miniony piątek w knajpie na Włodkowica, po prostu – po drina – stanąłem w kolejce. Osoby niepełnosprawne potrzebują wyrównywania szans, a nie litości.

Wracam do przejścia podziemnego

Przechodzimy, pod koniec lat 90. z dwoma kumplami i koleżanką wybrałem się z nieistniejącego Calgary na Dworzec Główny. Nie tylko walentynki zobowiązują, żeby Dama szła przodem. Tłumaczę przy tym, że lepszą opcją byłaby ta z przejściem przez ul. Widok, nieopodal, ale górą. Serdeczny przyjaciel, dobry piłkarz Polaru Wrocław, nie dał się przekonać i w śniegu zjeżdżamy stromą pochylnią. Trzeba mieć fantazję.

Na wysokości trzeciego schodka Wojciech wypala: „Jadę z tobą”, odpowiadam – nie powiem, bo jestem kulturalny, co odpowiadam.

Po tej zgrabnej wymianie słów Wojtek prawą ręką próbuje przytrzymać się poręczy, a wózek skręca w lewo. Nie mam pojęcia dlaczego, ale przednie koła blokują się na schodach, ja – niczym pilot – katapultuję się z formuły do przodu, a wózek w inną stronę. Leciałem więc na tzw. tygrysa, ale udało się zatrzymać na końcu schodów. Na koniec kolega z koleżanką obdarzyli mnie wyjątkowym uczuciem, prosząc o jedno słowo, że żyję.

Żyłem, ale trudno było o słowa

Gdy więc posadzili mnie z powrotem na wózek, kolega prowadzący wrócił do siebie, a „stopklatka” ludzi wchodzących i schodzących stała się ruchomym filmem, doszliśmy do Dworca Głównego. Wtedy też zdałem sobie sprawę, że ważny jest cel. Nim, przypominam – była knysza.
W trakcie zakupów urocza pani, gdy poprosiłem o plaster, pogoniła mnie subtelnym „panie, widzisz jaka kolejka”, po czym – gdy odkryłem brodę, wypaliła: „Stop. Muszę interweniować”. Znowu zdałem sobie sprawę, że ludzie odkrywają w sobie bardzo dobre cechy w trudnych sytuacjach. Alleluja.

Jestem, Moi Drodzy, głęboko przekonany, że umożliwienie wygodnego i przyjaznego zjechania windą do nowej galerii w przejściu Świdnickim jest lepszym rozwiązaniem niż dotychczasowe. Dopuszczam jednak inne zdania. Na przykład, że obecne schody i trudności w ich pokonywaniu są lepsze. Każdy ma prawo do swojego zdania…

Przejście Świdnickie, czyli „Dzwon życia”
3.9 na podstawie 21 głosów

O Autorze

Bartłomiej Skrzyński

Bartłomiej Skrzyński

Rzecznik Wrocławia ds. Osób Niepełnosprawnych. Dziennikarz, aktywista i społecznik, prowadzi zajęcia w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, autor programów TV, m.in. „W-skersów” (TVP 1), za które otrzymał Grand Prix w konkursie dziennikarskim „Oczy Otwarte”. Wyróżniony przez Rzecznika Praw Obywatelskich nagrodą im. Pawła Włodkowica. Porusza się na wózku z powodu postępującego zaniku mięśni. Mimo to skakał na bungee, latał szybowcem i paralotnią. Uwielbia podróże i sport żużlowy, nurkuje.