Miasto Rozwój Transport

Najpierw problemy Wrocławia, potem metro

kolejaglomeracyjna

“Najpierw problemy Wrocławia, potem metro!”- zdają się mówić wrocławianie. Podobnie jak większość uczestniczących w referendum, na to pytanie odpowiedziałem NIE.

Nie stać nas dzisiaj na taką inwestycję. Nie ma także przesłanek, które wskazywałyby, że za 15 lat – a mniej więcej o takiej perspektywie mówi prezydent Dutkiewicz – będziemy dysponować odpowiednimi środkami do jej realizacji. Ciężko przypuszczać, że nasz budżet będzie wzrastał proporcjonalnie tak szybko, jak w ostatnich kilkunastu latach. Przekonanie o tym, że budowę metra sfinansuje nam Unia Europejska i rząd, postrzegam jako przejaw myślenia życzeniowego.

Nie mówię jednak NIE w sposób bezrefleksyjny, wskazując alternatywę, która – co prawda – również wymaga nakładów z zewnątrz, ale jest zdecydowanie bardziej realna: Kolej Aglomeracyjną. Jej zręby w zasadzie są już budowane, a o planach na najbliższe miesiące warto powiedzieć więcej.

Po pierwsze, w ramach wrocławskiego ZIT-u zaplanowana jest poprawa warunków jezdnych z Jelcza-Laskowic do Wrocławia (można ją traktować jako pierwszą nitkę tej kolei). Linia ta może, i powinna, być też rozbudowywana dzięki „dociągnięciu” przez Dworzec Główny aż do osiedla Gaj, gdzie całość dopełni Park&Ride. Po drugie, bardzo dobrze działa też linia Legnica-Dworzec Główny we Wrocławiu – obsługiwana przez Koleje Dolnośląskie, która udowodniła, że kolej może być konkurencyjna dla transportu samochodowego. W tym konkretnym przypadku – chcąc, by chętniej korzystali z niej wrocławianie poruszający się w obrębie miasta – trzeba priorytetowo zwiększyć częstotliwość tego kursu (w okresie szczytowym nawet do trzech na godzinę). Po trzecie, Koleje Dolnośląskie w najbliższym czasie wzbogacą się o cztery kolejne zespoły trakcyjne kupione za pieniądze z portalu E-Dolny Śląsk, które mogą spełniać rolę autobusu szynowego. Kolejną linią, która mogłaby posłużyć za linię Kolei Aglomeracyjnej i Miejskiej jest trasa z Wołowa (tu potrzebne jest finansowe wsparcie ze strony Polskich Linii Kolejowych).

Lada chwila, od grudnia tego roku, Koleje Dolnośląskie zaczną obsługiwać zmodernizowaną linię z Poznania przez Rawicz i Oborniki Śląskie. Analogicznie jak w przypadku połączenia z Legnicy, zwiększenie częstotliwości kursów, da dojeżdżającym do Wrocławia z północy alternatywę dla komunikacji samochodowej.

Rozstrzygając dylemat: kolej czy metro – warto też na początku dyskusji zdefiniować podstawowy komunikacyjny problem Wrocławia. Oprócz utrudnień związanych z codziennym poruszaniem się w samym mieście, naszą główną bolączką jest duża liczba osób, która nie mieszka we Wrocławiu i jednocześnie dojeżdża do niego do pracy. Trzeba wyraźnie podkreślić, że wybudowanie jednej, pięknej linii metra tego problemu nie rozwiąże – w przeciwieństwie do Kolei Aglomeracyjnej, która zdjęłaby z Wrocławia to obciążenie.

Proponuję, by zamiast myśleć dziś o metrze, przedstawić wrocławianom to, co robimy w sprawie Kolei Aglomeracyjnej, wokół czego ogniskują się nasze wysiłki i gdzie tkwią przeszkody w jej rozwoju, a potem – gdy już powstanie – sprawdzić, czy jest jeszcze w mieście zapotrzebowanie na budowę odcinków podziemnych.

Żaden system nie rozwiąże w pełni wszystkich problemów komunikacyjnych. Uważam jednak, że kiedy zrealizujemy inwestycje, o których piszę oraz dodamy do nich kilka kolejnych tego typu linii i remontów, mielibyśmy „załatwioną” kwestię transportu publicznego we Wrocławiu i jego okolicach na najbliższe dwadzieścia lat.

Najpierw problemy Wrocławia, potem metro
3.38 na podstawie 52 głosów

O Autorze

Jerzy Michalak

Jerzy Michalak

Z zawodu jest adwokatem, z zamiłowania samorządowcem i aktywnym działaczem organizacji pozarządowych: Junior Chamber International oraz Polskiej Izby Młodych Przedsiębiorców. W latach 2010-2014 był radnym miejskim Wrocławia i wówczas zainicjował i prowadził projekt Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. Obecnie jest członkiem zarządu Województwa Dolnośląskiego.