Miejsca

Solpol zabytkiem? Jesteśmy przeciw

solpol

Tę opinię złożyliśmy 20.03.2015 r. w biurze Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Jesteśmy przeciwni wpisaniu Solpolu do rejestru zabytków.

Miasto jest z natury zmienne, wielowymiarowe i pełne sprzeczności. Zmienne, bo zmieniają się wpływające na jego funkcjonowanie systemy wartości i sieci interesów oraz stanowiące ich wyraz instytucje, obiekty i przestrzenie. Wielowymiarowe, bo żyje jednocześnie w różnych, przenikających się sferach: kulturowej, społecznej, ekonomicznej, politycznej, przestrzennej, estetycznej itd. Pełne sprzeczności, bo targają nim wewnętrzne spory, konflikty i rywalizacje.

Jako urbaniści zwracamy często uwagę na siłę, wręcz nieuchronność owej zmienności, wielowymiarowości i konfliktowości. Zachowujemy sceptycyzm wobec przekonania, że miasto raz na zawsze da się „zamrozić” w jakimś określonym stanie – nieważne czy estetycznym, czy aksjologicznym lub politycznym. Zaznaczamy przy tym, że zmienność nie jest naszym postulatem, a diagnozą stanu miasta.

Jest zarazem w pełni zrozumiałe, że w rzeczywistości, w której wszystko płynie, poszukiwane i odkrywane są miejsca relatywnej trwałości, głębszego sensu. Typowym współczesnym narzędziem takich poszukiwań jest kategoria zabytku. Uznając jakiś obiekt za „zabytek”, nadajemy mu ową relatywną trwałość i jednocześnie osłabiamy jego heteronomię, jego związki z rozmaitymi sferami życia. Zakładamy, że zabytek ma trwać, ma pozostać „zamrożony”, niezależnie od otaczających go kontekstów kulturowych, społecznych, politycznych itp. Co więcej, „zabytkowość” można potraktować jako użyteczne kryterium (niedoskonałe, ale jednak) estetycznej obiektywności w czasach, gdy dominuje przekonanie o pełnej subiektywności gustów.

Być może nie ma dobrej metody uznania jakiegoś obiektu za zabytek. Każda argumentacja zawiera w sobie element arbitralności. Jednakże dobrym kryterium (w przypadku obiektów zachowanych w przestrzeni miasta) wydaje się właśnie owa względna trwałość wbrew zmienności. Jeśli dany budynek przetrwał rozmaite zmiany stylów, ustrojów politycznych, ekonomiczne kryzysy, a nawet wojny – a w dodatku jest używany lub ma w sobie jakiś potencjał aksjologiczny (jako np. obiekt kultu, albo miejsce upamiętniające jakieś zdarzenia historyczne) – to jest to przekonujący kandydat do miana zabytku.

Solpol nie spełnia tego kryterium. Nie tylko dlatego, że stoi zbyt krótko, by uznać go za obiekt relatywnie trwały. Ale także dlatego, że nie wpisał się funkcjonalnie w tkankę miasta. Nie udał się jako dom handlowy. Nie jest miejscem spotkań. Nie odgrywa żadnej istotnej roli kulturowej, ekonomicznej czy politycznej.

Cytowana w mediach argumentacja za wpisaniem Solpolu do rejestru zabytków odnosi się tylko i wyłącznie do jego wymiaru estetycznego. Pomijając już treść tej opinii (która sama w sobie jest jednostronna i nie bierze pod uwagę faktu, że wygląd obiektu ma wielu przeciwników), uważamy, że jej struktura jest płytka i jednowymiarowa. Naszym zdaniem o „zabytkowości” obiektu nie mogą decydować wyłącznie układy linii, proporcje i kolory.

Nie przekonuje nas argument, że Solpol wpisuje się w oblicze ul. Świdnickiej, która stała się w ostatnich stuleciach czymś na kształt galerii kolejnych stylów architektonicznych. Jak wspomnieliśmy powyżej – miasto jest wielowymiarowe. Ulica nie może być tylko „galerią stylów”. Jest także przestrzenią handlu, kultury, polityki, interakcji społecznych itd. Powtarzamy: Solpol pod tym względem nie udał się.

Jednocześnie dostrzegamy bardzo niepokojącą tendencję w samym pomyśle, by wpisać Solpol do rejestru zabytków. Odnosimy silne wrażenie, że jest to happening. Postmodernistyczna gra konwencjami. Oto obiekt bardzo świeży, niewypełniony żadnymi istotnymi treściami, miałby zyskać – u zarania swoich dziejów! – walor nieusuwalności, przysługujący budynkom wielowiekowym lub związanym z historycznymi wydarzeniami. Można rzec, że dostałby status zabytku na kredyt. Byłby „pustym znaczącym”, czekającym dopiero na wypełnienie go znaczeniem, treścią. Znamienne, że obiekt ten lansowany jest jako ikona postmodernizmu, a więc nurtu, który w naukach humanistycznych głosił koniec „wielkich narracji”, aksjologiczny relatywizm i pogląd o permanentnej zmienności (a więc i o konstruowalności) wszelkich porządków. W tym kontekście nobilitację Solpolu można by odczytywać jako podważenie sensowności samej kategorii zabytku. Od tej pory wszystko byłoby możliwe. Każdy, nawet najmniej trwały element przestrzeni mógłby liczyć na szybkie formalne utrwalenie na mocy prostych, jednowymiarowych kryteriów estetycznych.

Zwracamy przy tym uwagę, że Wrocław jest miastem szczególnym. Po 1945 r. nałożyły się tu na siebie trzy procesy: konieczność odbudowy po ogromnych zniszczeniach wojennych; całkowita wymiana ludności; dominacja (od połowy lat 50.) modernistycznej architektury i urbanistyki, która programowo zrywała z historycznym zagospodarowaniem przestrzeni. Mówiąc kolokwialnie: nowi ludzie w obcym sobie miejscu stawiali nowe obiekty, nie przejmując się zupełnie tym, co było tu przed nimi. Podobnie było w wielu innych dziedzinach (sztuki plastyczne, teatr, nowe technologie). Nie przypadkiem w latach 60. i 70. Wrocław cieszył się renomą miasta awangardy (świetnie streszczało to hasło „Zaczyna się we Wrocławiu”, rzucone w 1970 r. przez konceptualistę Zbigniewa Gostomskiego, a przypomniane w ostatnich latach przez Muzeum Współczesne Wrocław). Zapewne ten kontekst mógłby sprzyjać pomysłom typu wpisanie Solpolu do rejestru zabytków (byłby to kolejny z wielu współczesnych „nowych początków” Wrocławia), gdyby nie fakt, że owa awangardowość jest tylko częścią prawdy o naszym mieście. Wszak równolegle wiele obiektów zostało odbudowanych w duchu nawiązującym do tradycji (Rynek, Ostrów Tumski). Dla lokalnego życia istotne jest funkcjonowanie takich instytucji, jak Muzeum Narodowe czy Ossolineum. W ostatnim ćwierćwieczu na nowo odkrywaliśmy i przyswajaliśmy niemiecką przeszłość miasta. I wreszcie – last but not least – o Wrocławiu trudno już mówić jako o miejscu zasiedlonym przez ludność nową, napływową – dzisiejsze wrocławskie dzieci to często prawnuki, a nawet praprawnuki osób, które tu osiadały po II wojnie światowej. Biorąc pod uwagę te wszystkie konteksty, jesteśmy rozczarowani brakiem poważnej, publicznej dyskusji na temat postmodernizmu, jego umiejscowienia pomiędzy biegunami tradycji i awangardy, jego roli i dziedzictwa we współczesnych dziejach naszego miasta, szczególnie w kontekście związanych z nim indywidualnych i zbiorowych tożsamości. Uważamy, że ewentualna propozycja wpisu powinna być – jeśli już – efektem, a nie zaczynem takiej debaty. TUP jest gotowy ją zorganizować i poprowadzić.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe powody – nie widzimy zasadności wpisania Solpolu do rejestru zabytków.

W imieniu Towarzystwa Urbanistów Polskich – oddział Wrocław

Prezes
Izabela Mironowicz

Wiceprezes
Łukasz Medeksza

Solpol zabytkiem? Jesteśmy przeciw
3.87 na podstawie 15 głosów

O Autorze

Towarzystwo Urbanistów Polskich

Towarzystwo Urbanistów Polskich

Towarzystwo Urbanistów Polskich (TUP) bada, komentuje, opiniuje i proponuje sposoby zarządzania przestrzenią. Nie jesteśmy izbą zawodową – zrzeszamy przedstawicieli różnych profesji i środowisk. TUP działa od 1923 r. Pracami oddziału wrocławskiego kieruje siedmioosobowy zarząd, na czele którego stoją Izabela Mironowicz (prezes) i Łukasz Medeksza (wiceprezes). Więcej o nas tu: http://www.tup.org.pl/index.php