Miasto

Co tam panie w nazewnictwie?

MKUL0151
Janina Woźna

Jednym z przejawów kreatywności są nazwy, jakie wrocławianie nadają swoim biznesom. Zapewne nie jest to przejaw najważniejszy, lecz jakże cieszący oko i ucho. W zamierzchłych czasach wolnej gospodarki rynkowej, czyli zaraz po 1989 roku, jak grzyby po deszczu powstawały spółki, które obowiązkowo musiały mieć w nazwie „pol” lub „ex”. A najlepiej oba, bo wówczas nazwa firmy brzmiała bardziej „światowo”. Stąd brały się neologizmy typu Pol-Miot-Export, Piotrex lub Śniegpol. Te twory językowe rzadko były trafione; raczej zabawne, a czasami nawet kontrowersyjne. Wówczas jednak stanowiły przejaw jak najbardziej pożądanej aktywności gospodarczej.

Jesteśmy przyzwyczajeni do nazw pubów i restauracji, zwłaszcza tych w rynku: „Spiż”, „Pod Papugami”, „Guiness”, „Na Jatkach”, „Novocaina”, „Manana” są tam od „zawsze”. Gdzieś z końcem pierwszego dziesięciolecia obecnego wieku alternatywne centrum imprezowe zaczęło kształtować się w Dzielnicy Wzajemnego Szacunku (poniekąd jako efekt działań rewitalizacyjnych prowadzonych przez miasto). Młodzież zaczęła chętnie bywać w Pasażu Niepolda – w „Bezsenności”, „Aferze”, „Melanżu”, „Fanaberii”, „Głuchym Telefonie”. Tuż obok, na Włodkowica, ulokowały się „Mleczarnia”, „Bułka z masłem” i „Francuski Piesek”. Nazwy te nawiązują do klimatu zabawy, zaskakują, ale przez swoją inność łatwo się przyjmują, a miejsca – również dzięki nazwom – szybko stają modne.

Także lokale przy Bogusławskiego postawiły na ofertę skierowaną do młodzieży i takie też nazewnictwo pojawiło się na szyldach tam zamieszczonych – „Siwy Dym”, „Bałagan”, „Czeski Raj”, „Kuźnia”, „Lamus”, „Pociąg”.

Jednak prawdziwy wysyp nazw oryginalnych, bazujących na skojarzeniach i grze słów rozpoczął się od odnowy Nadodrza. I chyba nie mogło być inaczej, skoro na stosunkowo niewielkim obszarze osiedliło się tak wiele kreatywnych osobowości, związanych ze światem artystycznym, rzemiosła i dizajnu.

To tu ulokowały się „PANATO”, „Miejsce Przy Miejscu”, ”Kaprysy”, „Bistro Powoli”, „Piękna Helena”, „Dobra Karma”, „Piecownia”, „Znasz-Ich Cafe-Bistro”, „Szara Wrona”, „Róża Rozpruwacz”, „Cafe Rozrusznik”, „Kuferek z koralikami”. Warto podkreślić, że kreatywni sięgają również po bardziej zaawansowane środki wyrazu, bazujące na wywołaniu określonych emocji poprzez celowo zmienioną pisownię: „Kolektyf”, „Od Koochni”, „Poco”, czy „Naturobranie” – to tylko niektóre przykłady.

Na Nadodrzu wiele innych barów, pubów, restauracji, galerii ma ciekawe nazwy. A nad wszystkim góruje „Krzywy Komin” – Centrum Rozwoju Zawodowego, którego nazwę wrocławianie wybrali w internetowym konkursie.
Nazwy. Słowa, które mamią i nęcą, obiecują fascynujące doznania, zapadają w serce i pamięć, by wracać do nich przy każdej okazji. Ale sama nazwa nie wystarczy, aby chcieć wracać do miejsca. Jej wartość brandingowa ma znaczenie tylko w połączeniu z oryginalną ofertą, jakością, filozofią firmy, wystrojem, ceną, relacjami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Skoro klienci wracają na Nadodrze to znak, że znajdują tam to, czego szukają. To cieszy, bo marki poszczególnych firm budują markę osiedla. I odwrotnie. Takie sprzężenie zwrotne.

Stylowe i intrygujące nazwy zawitały także na ulicę Świdnicką. Od niedawna mamy tam „Polish Lody”, „Lizing”, „Etno Cafe”, „Gniazdo”, „Starą Pączkarnię”, „Pasibus”, „Mama Manousch”, czytana jako Mama ma Nóż. Na ulicy Kościuszki swoją drugą lokalizację otwiera właśnie „Dobra Karma” z Nadodrza.

Przed młodymi firmami długa droga. Czas pokaże, która z nazw stanie się naprawdę kultowa. Tak jak bary „Witek” i „Miś”. Chyba nie ma w mieście nikogo, kto by o nich nie słyszał.

Co tam panie w nazewnictwie?
4.63 na podstawie 8 głosów

O Autorze

Janina Woźna

Janina Woźna

Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego w Urzędzie Miejskim Wrocławia. Absolwentka UW i UE. Członek Rady Inkubatora Przedsiębiorczości i Technologii w WPT S.A. oraz Rady ds. Przedsiębiorczości powołanej przez Prezydenta Wrocławia. Od wielu lat współpracująca ze środowiskami biznesowymi we Wrocławiu i regionie. Odpowiada za sprawy związane z szeroko rozumianym handlem w mieście oraz wspieranie MŚP. Prywatnie interesuje się psychologią, bywa molem książkowym, a w wolnych chwilach organizuje edukacyjne zabawy wnuczkom.