Media i Promocja Sport

Sens przygotowań preppers’ów

20399_848243585257215_2167039200093827844_n

Preppersi to osoby przygotowujące się na gorsze czasy, starające się uniezależnić od działania (lub awarii) systemu – rządu, machin korporacyjnych, dostawców energii, wody, jedzenia. Krótko mówiąc, staramy się być maksymalnie samowystarczalni,  przygotowani na kryzys.

Prepping, lub jak wolą niektórzy preparing, to moda, która przyszła do nas z Ameryki. Ale czy aby na pewno? Ledwie kilkadziesiąt lat wstecz w Polsce domowa spiżarnia, studnia na podwórku, zapas najpilniejszych medykamentów, świeczek i opału na zimę nikogo nie dziwiły. Była to konieczność. Ludzie byli nauczeni, aby wychodząc z domu zostawiać trochę wody w czajniku (na wypadek gdyby po ich powrocie okazało się, że jest awaria wodociągów). Szczególnie na wsiach wielu starszych ludzi mawiało, że bez scyzoryka i kawałka drutu nie wychodzą z domu. Takie i inne odruchy starają się dziś wytworzyć w sobie osoby przygotowujące się.

Obecnie preppersi noszą przy sobie drobny, ale przemyślany szpej, który może pomóc przetrwać niespodziewane sytuacje i zarazem ułatwia codzienne życie. Najpopularniejszymi elementami takiego wyposażenia są scyzoryki, multitoole, źródła ognia, puszki survivalowe, solidny sznurek (najczęściej w formie bransolety survivalowej z paracord’u, czyli cienkiej linki spadochronowej zdolnej wytrzymać naciąg 250 kg), gaz pieprzowy, a w niektórych przypadkach broń palna. Wielu preppersów ma też przy sobie podstawową apteczkę pierwszej pomocy, głównie z myślą o niesieniu pomocy osobom postronnym. Zbiór takich rzeczy to EDC, od angielskiego Everyday Carry, lub bardziej swojsko, Ekwipunek Dźwigany Codziennie. Ilu preppersów tyle EDC, każdy przygotowuje się inaczej. O tym jak złożyć własne EDC będzie osobny wpis.

Preppersi, podobnie jak przodkowie gromadzą zapasy jedzenia, wody, medykamentów, paliw, źródeł światła (świeczki, latarki, baterie). Za wolną gotówkę wolimy kupić agregat prądotwórczy niż nowy telewizor. Zawsze mamy spakowany Plecak Ewakuacyjny, a w nim zapas jedzenia o długim terminie przydatności do spożycia, wody (lub filtry do wody), apteczkę pierwszej pomocy, zapas leków (jeśli przyjmujemy jakieś na co dzień), latarki, baterie, niewielkie radio, ręczną ładowarkę do telefonu lub powerbank. Istotnym elementem są również ważne dokumenty, takie jak akty urodzenia, własności, polisa ubezpieczeniowa, umowy z bankami. Świętym Graalem większości preppersów jest samowystarczalne gospodarstwo domowe, takie z własnymi uprawami, panelami solarnymi lub elektrownią wiatrową, studnią, źródełkiem (lub rzeką/strumieniem) w pobliżu, niewielką hodowlą zwierząt gospodarskich i drobiu, z solidną ziemianką lub piwnicą przysposobioną na schron, zapasem paliwa… Długo by wymieniać.

Zdecydowana większość preppersów jest świadoma konieczności posiadania broni osobistej. Niestety procedura uzyskania pozwolenia na broń jest długa, kosztowna i skomplikowana. Nie zawsze też za pierwszym razem uda się ją zdobyć. Broń palna to jednak złożony temat, który zostawię na osobny artykuł.

No tak, przodkowie byli przygotowani ponieważ żyli w czasach, gdy transport był w powijakach, przerwy w dostawie wody czy energii elektrycznej były nagminne i nieprzewidziane. Dziś w sklepach półki uginają się pod ciężarem dóbr, renowacje sieci energetycznej czy wodociągowej są przeprowadzane po wcześniejszym uprzedzeniu, mamy całodobowe apteki, policję, straż pożarną, pogotowie ratunkowe, telefony komórkowe. Gdy czegoś potrzebujemy zawsze możemy to kupić na bieżąco, nawet bez wychodzenia z domu. Pojawia się więc pytanie: po co to wszystko? Rząd dba o nasze bezpieczeństwo, różne korporacje o nasze wygody. Zadaję więc pytanie: kto bezgranicznie ufa naszym władzom, służbom i wielkim, zagranicznym firmom? Przypuszczam, że nikt. Co roku władze są zaskoczone to przez zimę, to przez upały, burze czy wichury. Dlaczego więc mamy swoje i bliskich bezpieczeństwo składać w ręce obcych nam ludzi? Dlaczego mielibyśmy sami się nie przygotować? Ubezpieczamy domy przed pożarem, powodzią, siebie i bliskich od NW, wykupujemy polisy na życie. Super! Ale dlaczego nie mielibyśmy przegotować się na np. wypadek głodu, braku prądu “w gniazdku”, wody “w kranie”? Jeśli nic się nie stanie to i tak będziemy mogli zużyć te zapasy. Biorąc pod uwagę rosnące ceny, możemy nawet wynieść z przygotowań korzyść ekonomiczną. Ważne: zużywane zapasu należy na bieżąco uzupełniać.

Sens przygotowań preppers’ów
4.5 na podstawie 26 głosów

O Autorze

Sławomir Nizner

Sławomir Nizner

Mam na imię Sławek, niedawno skończyłem 30 lat. Wychowałem się w podwrocławskiej Żórawinie. Mieszkam we Wrocławiu, ale można mnie spotkać w całej Polsce.

Jestem Preppersem, czyli osobą przygotowującą się na apokalipsę. Czarne scenariusze mogą być różne, od prywatnych końców świata, wypadków, pożarów, poprzez klęski żywiołowe, konflikty zbrojne aż do takich ze szmidtowskim rozmachem. Przygotowania to dla mnie nie tylko prywatna pasja. Aktywnie propaguję prepping poprzez fp Preppers Poland:

facebook.com/prepersi

i działalność Fundacji której jestem prezesem.

f-erasmus.org.pl

Prowadzę i organizuję warsztaty w całej Polsce. Do moich ulubionych należą takie z prymitywnych technik łowieckich, ale są też bardziej prozaiczne jak z wekowania i peklowania żywności, z pierwszej pomocy, samoobrony, zachowania się w sytuacjach kryzysowych i wiele innych.

Mam sześcioletnią, cudowną córeczkę - JULIA! TATA CIĘ POZDRAWIA! :)