Media i Promocja Polityka

Czy Polsce potrzebna jest destyropianizacja?

1024px-Styropian

W czerwcu 2015 roku, podsumowując na łamach „Odrodzonego Słowa Polskiego” wyniki wyborów prezydenckich, rzuciłem hasło destyropianizacji naszego życia politycznego. Był to niewątpliwie rodzaj żartu, ale wydaje mi się, że ostatnie miesiące nadały temu pomysłowi całkiem nowy sens.
Analizując naszą polityczną rzeczywistość, można przypomnieć pewną myśl, którą blisko 160 lat temu wyraził pewien zapomniany filozof:
Hegel powiada gdzieś, że wszystkie wielkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.
Historia potrafi często zakręcić koło, ci co niegdyś byli bohaterami niosącymi społeczeństwu wolność i demokrację, stają się później siłą wsteczną i destrukcyjną, a często i nieudolną władzą bez pomysłu na rządzenie.
Bywa bowiem w historii i tak, że pewne ruchy społeczne, niegdyś pozytywne i demokratyczne zaczynają przeradzać się w swoje zaprzeczenie.
Tak też stało się w Polsce. Polska z roku 1980 czy też 1989 i dzisiejsza to zupełnie coś innego, inne państwo, inne społeczeństwo, inna ekonomia i inni ludzie, chociaż często ci sami.
Gdy spojrzymy na stare archiwalne zdjęcia, to ujrzymy na nich, młodych ludzi w sweterkach, którzy zwykli sypiać na styropianie, oni o coś walczyli, byli pełni pasji i poświęcenia dla swoich idei o których marzyli.
Minęły lata, widzimy tych samych ludzi, jak bardzo się oni zmienili, wielu z nich to ci sami ludzie, ale już nie tacy sami.
Czy mają jeszcze te same ideały, czy pozostały im w ustach zwykłe frazesy, których nowe pokolenie Polaków już nie rozumie?
Jak tragicznie wyglądał pan prezydent Komorowski, w czasie ostatniej kampanii wyborczej. Mówił językiem, którego nie rozumiała duża część społeczeństwa, ale co gorsza on nie rozumiał dlaczego młodzi ludzie nie rozumieją i nie akceptują tego co on mówił.
Mówił o wolności politycznej, ale ci młodzi ludzie nie rozumieją wolności, która ich zmusza do ucieczki z kraju, w którym się urodzili; nie rozumieją wolności, która im karze pracować na śmieciowych umowach, i być traktowanym przez swoich pracodawców jak śmieci.
Bronisław Komorowski podzielił wówczas społeczeństwo na ludzi racjonalnych i radykalnych. Owi racjonalni to lojalni wobec władzy, zadowoleni z przemian, syci. Radykalni nie wiadomo skąd się wzięli, i o co im chodzi. Zapomniał jak w roku 1976 na ulice wyszli inni radykalni, których ówczesna władza nazwała warchołami. To właśnie z owych warchołów wyrósł później ruch, którego on był przez wiele lat liderem To właśnie Platforma Obywatelska stała się, przez wiele lat, największym spadkobiercą ideałów tego nurtu i Sierpnia 1980 roku. Dziś druga partia wyrosła z tego samego nurtu zajmuje nas wojnami na teczki i zabawą w dziecięcą odliczankę :
  „Raz, dwa, trzy, agentem będziesz ty!”
No cóż historia znowu zatoczyła koło.
Styropianowe pieszczochy zajęły się już swoimi sprawami, sprawami swoich bogatych kumpli, i życiorysami swoich politycznych przeciwników. Zapomniały o równości , wolności i sprawiedliwości, te wszystkie idee stały się tylko wspomnieniem o czasach minionych. Dokonał się silny i trwały podział społeczeństwa; na tych, którzy stali się beneficjentami przemian, które zaszły po roku 1989 i tych, którzy stali się niewolnikami współczesnego ustroju, bez praw, bez nadziei, bez perspektyw na lepsze jutro, dla których jedyna nadzieją jest nie emigracja, a ucieczka z Polski.
Ludzie współczesnej władzy całkowicie oderwali się od społeczeństwa, nie są w stanie zrozumieć jego potrzeb i nie mają ani metody, ani ochoty, aby te ważne problemy spróbować rozwiązać. Wprawdzie dzisiaj nowa władza ponoć próbuje to robić, ale zabiera się do tego wyjątkowo nieumiejętnie i koślawo, niszcząc przy okazji inne ważne instrumenty demokratyczne jakie były w naszym posiadaniu..
W normalnych systemach politycznych, po okresie rządów prawicy, rządzącej w interesie właścicieli środków produkcji, przychodzi okres rządów lewicy, która naprawia wiele zrujnowanych przez prawicę dziedzin życia. W Polsce jest inaczej SLD, przestała być już partią lewicową, i nie zabiegała o lewicowy elektorat, który rozbiegł się już po naszej scenie politycznej. Dla aparatu SLD nie są, i już od dawna nie były istotne potrzeby ludzi pracy, którzy zostali praktycznie społecznie i politycznie wykluczeni, w okresie rządów minionej koalicji. Aparatczycy SLD tak naprawdę mieli jedno marzenie, zdobyć trochę mandatów w wyborach do Sejmu i znaleźć się na pozycji koalicjanta w nowym rządzie, nie ważne, kto by był u władzy. Wiązało się to z dostępem do wielu stanowisk i synekur, który zdaje się były ich głównym celem.
W czasie wyborów zaczęły pojawiać się na scenie politycznej nowe podmioty, bez styropianowego rodowodu takie jak: „Nowoczesna”, „Kukiz 15”, czy lewicowa partia „Razem”, która mimo że nie weszła do parlamentu to zaprezentowała się bardzo interesująco. Jest to dowód na to, że partie polityczne wyrosłe z pnia „Solidarności” zużyły się politycznie i coraz więcej wyborców to dostrzega. Pojawiające się coraz to nowe wyniki badania opinii publicznej dotyczące sondaży popularności partii politycznych, tylko potwierdzają fakt, że proces ten stale postępuje, i bynajmniej nie zatrzymał się.
To co stało się w czasie wyborów parlamentarnych jest historycznym końcem „styropianowego etosu”, który zniszczyli i niszczą dalej, ci sami ludzie, co go stworzyli. Ich tragedia polega na tym, że oni nadal mentalnie uważają się za ludzi niosących postęp i demokrację, podczas, gdy w rzeczywistości stają się już jej zaprzeczeniem.
Ostatnie polityczne awantury i styl rządzenia jaki nam zaprezentowano, budzić może jedynie niesmak i niechęć do „dzieci styropianowego etosu”.
Wydaje mi się, że proces destyropianizacji naszego życia politycznego następuje samoczynnie, społeczeństwo samo zaczyna odwracać się od styropianowych bohaterów, widząc ich obecną polityczną miernotę i ich moralny relatywizm.

Czy Polsce potrzebna jest destyropianizacja?
4.81 na podstawie 57 głosów

O Autorze

Grzegorz Wojciechowski

Grzegorz Wojciechowski

Urodzony 9 września 1956 roku we Wrocławiu; z wykształcenia technik geolog i mgr administracji. W młodości uprawiał wyczynowo sport – hokej na trawie, będąc zawodnikiem I-ligowej Sparty Wrocław. Po ukończeniu studiów pracował jako nauczyciel akademicki w Instytucie Nauk Ekonomiczno - Społecznych Politechniki Wrocławskiej. Następnie prowadził działalność gospodarczą. W roku 1997 bezprawnie aresztowany. Za kratami spędził 9 miesięcy, na znak protestu przez 4 miesiące prowadził strajk głodowy, stracił 45 kg wagi. Przeżył. Dnia 4 lipca 2008 roku uniewinniony prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Wrocław – Śródmieście. Przez wiele lat pracował w turystyce między innymi prowadząc ośrodki wypoczynkowe w Karkonoszach. Obecnie dziennikarz i publicysta, jest z-cą red. naczelnego „Odrodzonego Słowa Polskiego”, oraz z-cą red nacz. powstającego obecnie „Kwartalnika o Historii Sportu STADJON”. Interesuje się i publikuje teksty z zakresu: kultury i historii Azji Centralnej oraz Bliskiego Wschodu; historii sportu, historii turystycznej Sudetów, pisze artykuły i felietony na tematy polityczne oraz opowiadania satyryczne.