Kultura Miasto

Kochajmy blondynki

marilyyyyn

Z tą kobietą zawsze wiązały się kłopoty. Norma Jean Mortenson po dramatycznym dzieciństwie, pobytach w wielu rodzinach zastępczych i domach dziecka, już w wieku 16 lat po raz pierwszy wyszła za mąż.

Jak kilka późniejszych małżeństw, również to pierwsze nie potrwało długo. Kłopoty sprawiała i legendzie amerykańskiego futbolu Joe Di Maggio i wybitnemu dramaturgowi, laureatowi Pulitzera Arthurowi Millerowi. Niełatwo też miał z nią 35 prezydent Stanów Zjednoczonych John Fitzgerald Kennedy. Choć zdaje się, że nigdy wcześniej ani później nie dostał tak wspaniałego prezentu urodzinowego jak wymruczane „Happy birthday Mr. President”. Ciągłe skandale, prochy, alkohol, depresje. Marilyn Monroe – kobieta fatalna, którą mimo wszelkich kontrowersji i skandali uwielbiały miliony ludzi na całym świecie. Mamy i my swoje „schody” z platynową blondynką. Najpierw odegrała nie do końca jasną rolę w polskim zadłużeniu zagranicznym, by po latach, po raz pierwszy w życiu, wylądować w naszym kraju. Jak się miało okazać na stałe. Po wielu rozmowach, negocjacjach i propozycjach trafiła do Wrocławia. Ona i jej przyjaciele: Melina Mercouri, Marlena Dietrich, Jane Fonda, Elizabeth Taylor, Andy Warhol, Audrey Hepburn, Sophia Loren czy Kim Novak. Znaleźli się we Wrocławiu za sprawą Miltona H. Greena jednego z najwybitniejszych światowych fotografików, zajmującego się głównie fotografowaniem gwiazd Hollywoodu, ale też prekursora artystycznej fotografii reklamowej. Trafiła do nas unikatowa kolekcja około 3 tysięcy zdjęć. Wrocław zapłacił za nią ponad 6 milionów złotych, co w zgodnej opinii było świetnym interesem, bowiem wycena niezależnych ekspertów jest wielokrotnie wyższa. Ale znów zaczęły się kłopoty. Wielu uznało sprowadzenie zdjęć Marilyn Monroe za fanaberię kosztującą zbyt drogo, wielu (również dziennikarzy) martwiło się tym, że przecież tych wielkich gwiazd nic z Wrocławiem nie łączyło i nie łączy. Zachowując odpowiednie proporcje idąc tym tropem myślenia trzeba by zapytać, co łączy British Museum z egipskimi mumiami, a sztokholmskie Moderna Museet z Miro, Klee i Dalim. No, właściwie nic, prócz sztuki. Wiele krytycznych uwag zebraliśmy, wiele (często niewybrednych) komentarzy wylało się ze wszystkich możliwych mediów. I, jak wiele razy w przeszłości, okazało się, że Marilyn Monroe wzbudza wciąż olbrzymie emocje. I, jak wiele razy w przeszłości, okazało się, że publiczność ją kocha. Kilkanaście dni temu otworzyliśmy w Hali Stulecia wystawę, na której pokazujemy wybrane i przygotowane do publicznego pokazu około 300 fotografii. W pierwszy weekend wystawę odwiedziło około 3 tysięcy ludzi. Od tego momentu codziennie zwiedza ją około 300 – 400 osób, co daje jakieś 10 tysięcy. Znów okazało się, że publiczność jest najważniejsza, że „zagłosowała nogami” i potwierdziła swoje uwielbienie dla ikony popkultury, która debiutowała jako skromna dziewczyna Norma Mortensen, a w zbiorowej pamięci została jako największa gwiazda Marilyn Monroe.

Kochajmy blondynki
4.45 na podstawie 22 głosów

O Autorze

Zbigniew Morawski

Zbigniew Morawski

Doradca prezydenta do spraw medialnych.