Kultura Miasto Miejsca

Wiele hałasu na nic?

ii_1549c3268aa01ee6

Świeżo rozstrzygnięty (na korzyść nierozstrzygnięcia) „konkurs” na zagospodarowanie wrocławskiej Kamienicy Wyspa Słodowa 7 wzbudził  spore zainteresowanie, podobnie jak i sam osławiony proces „partycypacji” zainicjowany wokół przyszłości tej nieruchomości. Wzbudził jednak także coś więcej, jako „zwieńczenie”  tego procesu uznany został za porażkę, wywołując liczne głosy zawodu osób, które poświęciły swój czas procesowi  bezinteresownie (wśród nich także autor tego tekstu) i rozgoryczenie urzędników, uczestniczących w procesie w ramach swoich zawodowych obowiązków. Cała ta wrzawa wokół rozstrzygniętego (czy też nierozstrzygniętego) właśnie konkursu na zarządzanie kamienicą WS 7 wydaje mi się jednak jakaś nadmierna… Wprawdzie konkluzji nie ma, odpowiedzialni urzędnicy załamują ręce nad niespodziewanymi komplikacjami, tym niemniej, z analizy głosowania wynika, że projekt złożony przez Stowarzyszenie Wyspa Słodowa 7 pod najistotniejszym – merytorycznym – względem, zyskał wcale niemałe uznanie.

W konkursie oceniano właściwie 3 aspekty, jak rozumiem ułożone wedle wagi:

  1. „wartość merytoryczną modelu funkcjonalnego” w trzech szczegółowych podkategoriach (max. 55 pkt),
  2. „źródła finansowania zaplanowanych działań” (max. 35 pkt),
  3. „dotychczasowe doświadczenie, wkład rzeczowy i osobowy, w tym świadczenia wolontariuszy i praca społeczna członków organizacji” (max. 10 pkt)

Jedną z osób, które merytorycznie oceniły pomysł Stowarzyszenia WS 7 najwyżej, był przewodniczący komisji, szef Biura Partycypacji Społecznej,  Bartłomiej Świerczewski – na 55 możliwych punktów przyznał nam 45, czyli na poziomie 82% skali przyjętej punktacji. Uznanie to cieszy tym bardziej, że jest to urzędnik z wieloletnim doświadczeniem, znany powszechnie z sukcesów na polu realizacji inicjatyw w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. Co w rozwiązaniach zaproponowanych przez Stowarzyszenie WS 7 wzbudziło uznanie Bartłomieja Świerczewskiego?

W swoim modelu skupiliśmy się na odbiorcach, budując jak najszerszą funkcjonalność w ramach dostępnej w kamienicy powierzchni, a jednocześnie starając się, aby struktura nie była  prostym poskładaniem w jednym miejscu różnych aktywności, ale takim ich połączeniem, z którego w efekcie synergicznej współzależności wyniknie nowa jakość. Cel? Uzyskanie możliwie nieograniczonej funkcjonalności na ograniczonej powierzchni. Mamy przekonanie, że tak w planie społecznym (rekreacja, doradztwo, warsztaty i popularyzacja), jak i artystyczno-badawczym (pracownie, studia, koncerty, debaty i konferencje) powstałoby w mieście miejsce unikalne, nowatorskie narzędzie integracji społecznej i dynamizowania procesów artystyczno-naukowych.

Co więcej,  uznając, że naturalny potencjał estetyczny i rekreacyjny tego miejsca jest zbyt duży, aby go nie wykorzystać na rzecz promocji miasta, zaplanowaliśmy nie tylko wystawy wewnątrz budynku, ale chcieliśmy – przy zachowaniu surowych wytycznych konserwatora – przekształcić całą jego bryłę w swoistą instalację artystyczną planując szereg dyskretnych “wzierników” – umożliwiających wgląd do środka, witryn/gablot ekspozycyjnych, lub systemów video, transferujących to co się dzieje w środku na zewnątrz za pomocą projekcji. Taka żywa fasada, migotająca obrazami i zaskakująca eksponowanymi na zewnątrz realizacjami artystycznymi, permanentnie odbijająca życie wewnętrzne kamienicy, promowałaby miejsce i zachęcała do sprawdzenia, co dzieje się w środku, ośmielając do skorzystania z oferowanych wewnątrz aktywności.

W gronie potencjalnych odbiorców tych aktywności znalazły się wszystkie grupy wiekowe i społeczne, a większość osób korzystających z infrastruktury kamienicy (np. artyści) byłaby także zobowiązana do świadczenia w jej ramach usług i pomocy mieszkańcom czy przyjezdnym (np. warsztaty artystyczne, porady prawne, informacja). Większość zaplanowanych powierzchni miała modalny, wielofunkcyjny i otwarty charakter, oferując odbiorcom szeroką gamę doznań zmysłowych i intelektualnych na najwyższym poziomie, od estetycznych po kulinarne (biblioteka, pracownie, bistro, powierzchnia wystawiennicza), jak i umożliwiając aktywność fizyczną  (wyszalej, sala widowiskowa). Te powierzchnie, które zaplanowano jako dedykowane bardziej specjalistycznej działalności (np. pracownie artystyczne) dla pełnego wykorzystania funkcjonowałyby w modelu zmianowym, z okresową dostępnością publiczną w ramach organizowanych wystaw, debat, dyskusji. W założeniu miejsce miało być kompletnym i samowystarczalnym:

  1. katalizatorem społecznej aktywności – zachęcać do aktywnego uczestnictwa w kulturze,
  2. motorem rozwoju artystyczno-naukowego w mieście– zapewniać platformę komunikacji twórców z ich odbiorcami i krytykami,
  3. wizerunkowym fajerwerkiem, przenoszącym rekreacyjną funkcjonalność wyspy na nowy poziom, przyciągającym mieszkańców bogatą ofertą, artystów możliwością realizacji rezydencji artystycznej (kompletna baza żywieniowo-noclegowo-warsztatowa), kolekcjonerów i kuratorów poziomem artystycznym, a turystów kompleksowym połączeniem naturalnej malowniczości i artystycznej niebanalności, z możliwością noclegu i wyżywienia.

Naturalnym przedłużeniem kamienicy byłaby dyskretna ingerencja w okalający ją park w postaci „parku rzeźby”, tworzonego przez rezydujących w kamienicy artystów i zachęcającego do dalszej penetracji „artystycznego Nadodrza”.

Wydaje się, że miejsce takie skazane byłoby na sukces, więc nie dziwi poparcie, jakie dla programu działalności przygotowanej dla kamienicy przez Stowarzyszenie WS 7 wyraził w swojej ocenie przewodniczący komisji. Podobnie wysoko (wciąż na poziomie 82% przyjętej skali ocen) model punktowali przedstawiciele strony społecznej: Robert Drogoś i Marek Karabon. Oceny pozostałych członków były nieco mniej łaskawe, ale nie tak niskie, aby uznać je za dyskwalifikujące.  W całej punktacji uderzająca jest przede wszystkim olbrzymia rozpiętość ocen. Być może uczestniczące w komisji grono ekspertów nie było kompletne, może doproszenie kolejnych 3-4 osób obok już zaproszonych ekspertów zmniejszyłyby tak drastyczne różnice zdań?

Konkurs w liczbach:
B. Świerczewski 50: w tym za model      45 (5,25,15), za finanse 5, za ludzi 0
J. Barski 54:                                                37 (7,10, 20) 10, 7
J. Sutryk 60:                                               40 (8, 20, 12) 15, 5
D. Haladin-Zawliślak 50:                           30 (5, 15, 10) 15, 5 (najmniej za model)
R. Drogoś 73:                                               45 (8, 25, 12) 20, 8
M. Karabon 70:                                           45 (10, 20, 15) 20, 5
J. Szymczyk 66:                                          39 (9, 20, 10) 25, 2

Najmniejsze wahania występują  w kategorii „wartość merytoryczna”, a największe zastrzeżenia dotyczą kategorii „finanse” – jedynie ze strony społecznej J. Szymczyk punktował 25 na 35 możliwych, najmniej B. Świerczewski: 5. Należy jednak podkreślić, że tak niskie oceny podanych źródeł finansowania uzasadniane były głównie brakiem oficjalnych promes od wykazanych w projekcie inwestorów, którzy – obiektywnie rzecz biorąc – są realni i istnieją, a na zapytanie komisji braki mogły zostać uzupełnione. Co więcej, nie należy zapominać, że w tej materii oferenci wciąż poruszają się w sferze domysłów, jako że miasto szereg danych istotnych dla modelu finansowego zamierza ustalić dopiero po wyborze operatora. Jakość modelu wydaje się więc na tą chwilę adekwatna do zakresu danych, jakie udostępnił organizator konkursu, opiera się o całkiem realną i atrakcyjną dla tej lokalizacji działalność gastronomiczno-hostelową, i jest całkowicie zgodna z miejscowym planem zagospodarowania.

Niemniej kontrowersji, jak mechanizm finansowania, wzbudził wkład osobowy oferenta – zakres wahań w tej kategorii sięga  80% przyjętej skali ocen. Najmniej wrażliwy na uroki osób, wśród których znajdują się wykładowcy akademiccy, profesorowie, doktorzy i społecznicy, którzy z sukcesem startowali w międzynarodowych konkursach i mają na koncie liczne realizacje i publikacje oraz poświęcili w ostatnich miesiącach znaczną część swojego wolnego czasu na przygotowanie niemal stu stron analiz, wyliczeń, tabelek i wniosków, był i tym razem przewodniczący komisji. Dziwi nieco, że na jego krytyczną ocenę zaangażowanych w opracowanie osób nie wpłynęła stosunkowo wysoka przecież ocena merytoryczna przygotowanego przez nich modelu.  Co sprawiło, że odważnie postawił nam notę nie –  mierną, nawet nie – niedostateczną, ale coś nieco poniżej jeszcze – 0? Troje innych urzędników dało nam w tej kategorii po 7 i 5. Po stronie społecznej zyskaliśmy 8, 5 i 2.

Sam często oceniam. I bywam oceniany.  Prowadzę pracownię malarstwa na ASP i jestem członkiem wrocławskiej Akademii Młodych Uczonych i Artystów, opiniującej wiele miejskich programów. To daje dość szeroką perspektywę na zabieg oceniania. 0 – w przypadku osobowym – wydaje się oceną odważną i zdecydowaną. Taka ocena wymaga głębokiego przeświadczenia co do obiektywnego braku zalet ocenianego podmiotu. Ocena jaką wystawił naszym kwalifikacjom Bartłomiej Świerczewski stoi jednak w pewnej sprzeczności z oceną, jaką wystawił samemu projektowi, domyślam się więc, ze chciał w ten sposób zasygnalizować brak rozbudowanych biogramów autorów we wniosku. Czego to dowodzi? Całkowicie skoncentrowani na potencjalnych odbiorcach naszego projektu nie przyłożyliśmy stosownej wagi do własnych biogramów, ale – podobnie jak promesy finansowe – nie jest to zaniedbanie nieusuwalne, jako że autorzy projektu istnieją obiektywnie, wraz ze swoimi biografiami, podobnie jak deklarowani inwestorzy. Projekt poparli także, wyrażając w listach intencyjnych chęć współpracy, m.in. twórcy tak wybitni jak Olga Tokarczuk, Paweł Jarodzki, Bodo Kox, i wielu innych,  dwie uczelnie wyższe, dysponujące przecież określonym aparatem logistycznym oraz kadrą, i wiele organizacji społeczno-artystycznych.

Komentując wyniki konkursu przewodniczący komisji oceniającej nieustannie podkreśla:

„– Przedszkole w tym miejscu nie może powstać – mówi Świerczewski. – Przez to wywrócił się bardzo istotny element finansowania tego przedsięwzięcia przez fundację – dodaje.
Drugą ofertę złożoną przez Stowarzyszenie Wyspa Słodowa 7 we wrocławskim magistracie także odrzucono. – Tutaj lista tych uwag jest znacznie dłuższa. Model, który został zaproponowany przez stowarzyszenie jest nierealny i w żaden sposób nieudokumentowany – zaznacza Świerczewski”

Jeśli ma przez to na myśli, że nierealny bo nieudokumentowany, to nie jest to wada nieusuwalna – może zaniedbanie, ale nie wynikające ze złej woli, a jedynie z braku jasnego sformułowania tego wymagania w zaproszeniu do składania ofert. Wydaje się, że cały hałas towarzyszący „konkursowi” jest nieco przesadzony, bo z liczb jasno wynika, że merytorycznie model jest niezły – na 82 % , zaś dokumentacja może zostać uzupełniona – jesteśmy na to gotowi.

Ten projekt, może nieperfekcyjny, jest jednak wystarczająco dobry, aby nie wyrzucać go do śmieci. Wydaje się, że został oceniony w warstwie merytorycznej wystarczająco wysoko, aby pracować na nim dalej i udoskonalić z pomocą profesjonalnego korpusu urzędniczego, jakim dysponuje nasze miasto. Jako  mieszkaniec społecznie angażujący się w poprawę jakości życia w tym mieście, a jednocześnie osoba praktyczna, każde inne rozwiązanie uznałbym za zwyczajne marnotrawstwo.

Łukasz Huculak, Stowarzyszenie Wyspa Słodowa 7

Wiele hałasu na nic?
4.27 na podstawie 15 głosów

O Autorze

Grupa Inicjatywna Wyspa Słodowa 7

Grupa Inicjatywna Wyspa Słodowa 7

Jesteśmy gronem społeczników, artystów, animatorów kultury, dziennikarzy, wrocławian. Łączy nas Wrocław oraz wizja otwartej Wyspy Słodowej. Pragniemy, aby w kamienicy Wyspa Słodowa 7 powstało autonomiczne centrum społeczno-kulturalne. Chcemy o tym pisać i o aktywizacji społecznej.