Edukacja Kultura Miasto

Seed money: jak wspierać innowacje?

ESK-mikrogranty-005

Innowacje zaczynają się tam, gdzie zaczyna się ludzka pasja. Władza publiczna ma zaś trudność ze wspieraniem ludzkich pasji jako takich. Ale warto dostrzec, że, pomimo ograniczeń, poszczególne programy we Wrocławiu mogą być trampoliną dla śmiałków powodowanych innowacyjną intuicją.

Lubię statystyki. Dają mi poczucie kontroli i władzy, która bierze się z wiedzy, lub po prostu z majestatu danych, przeglądanych z olimpijskiego ustępu mojego biurka. Ale kiedy potrzebuję coś zrobić w realu rozmawiam z ludźmi. Bo różnica między statystyką a dobrą opowieścią jest taka, że dzięki temu pierwszemu lepiej rozumiem mechanizm, który jakoś mnie dotyczy, a dzięki temu drugiemu wiem, co mam robić żeby się stało to, co myślę, że powinno.

Podobnie jest z pieniędzmi: globalne kwoty pokazują mi „jakie są priorytety”. Tylko kwoty szczegółowe tłumaczą, tymczasem, co się naprawdę zmieni w miejscu, do którego pieniądze skutecznie dotrą. Jeśli chcę coś zrobić szukam małych kwot, bo, po prawdzie, sam nie jestem taki wielki jak statystyki, które lubię wertować.

Dlatego oprócz statystyk polityki innowacji – kwot liczonych w miliardach, kontraktów opiewających na bajońskie sumy – warto zauważyć w rozmowach o Wrocławiu niepozorne interwencje: niewielkie zastrzyki pieniędzy, znaczące jednak w biografiach konkretnych ludzi nowe rozdziały.

Biograficzny wymiar jest tu ważny. Innowacje nie biorą się ze sformalizowanej „wiedzy”, albo „atmosfery”, która się skrapla pod działaniem sił przyrody. Wiedza i atmosfera są ważne, ale są tylko środowiskiem, scenografią. Tymczasem innowacje biorą się, jak w dramacie, z pracy poszczególnych ludzi. Ich formacja intelektualna i charakter mają dla tej pracy fundamentalne znaczenie: składają się na niezwerbalizowaną intuicję.

Treścią innowacji jako doświadczenia jest rozwój ludzkiego ducha – lub umysłu – jaki dokonuje się, kiedy urabiamy nowe pojęcia i zmiany te pchają nas do nieznanych wcześniej skutków praktycznych: kiedy nasze synapsy łączą się, dając nowe horyzonty znaczeń i praktycznej myśli. Na zewnątrz – nowa maszyna, lub nowa linia technologiczna. Wewnątrz – nowa jakość myślenia o tym co estetyczne, co się z czym wiąże i jak; przepracowane i odrzucone złudne pomysły; poczucie stąpania po ziemi po miesiącach szamotania się wokół rozwiązania, które częstokroć stało, jak wół, po środku. Innowacje muszą być przygodą w jakimś sensie duchową, skoro dotyczą ludzkiej pracy, czyli wykuwania ludzkiego charakteru. Wie o tym każdy przedsiębiorca, który przeszedł ścieżkę plajty i odrodzenia w nowej postaci organizacyjnej. Intuicja bierze się z siniaków nabitych podczas prób.

Tyle tylko, że mało kto chce sponsorować próby. No i już na pewno finansowanie takich prób nie rymuje się z finansami publicznymi.

To słuszne podejście, bo ryzyko marnotrawstwa jest realne i warunki kontraktu proponowanego przez licznych „innowatorów” mogą być groteskowe: „Dajcie mi pieniądze, bo mam pomysł; nie wiem, jeszcze do końca jaki i nie wiem co osiągnę, ale dajcie. Jak się uda, to się uda, jak się nie uda, to wasza strata”.

Ale trzeba sobie sprawę wyłożyć jasno. Jeżeli w ogóle mamy wspierać innowacje za pieniądze publiczne, musimy przyjąć, jako część społecznej umowy, że nie będziemy wiedzieć do końca jaki jest praktyczny sens naszych inwestycji. A jeśli to za dużo, lepiej zrezygnujmy w ogóle z publicznej polityki innowacji, bo nie będzie ona spełnić obietnic, które niesie na sztandarach, a, nie daj Boże, skompromituje ideę innowacji jako taką.

Idea „seed money” – pieniędzy na zasiew – bierze się z trzeźwego oglądu ludzkiej twórczości. Innowacje można zniszczyć, jeśli zbyt wcześnie pomysłodawcę postawi się pod ścianą pytań ułożonych na melodię księgowych: „ile to przyniesie?”, „jaka będzie stopa zwrotu?”, „jakie rezultaty są gwarantowane?”. Jeśli coś jest naprawdę nowe – nie wiadomo. Jeśli wiadomo – nie mamy do czynienia z niczym innowacyjnym.

Tyle tylko, że „seed money” to termin biznesowy, związany z żargonem prywatnych inwestorów. Czy władza publiczna może kłaść na stół rozwiązania rodem z tej bajki? Bez wątpienia rzadko kiedy dostępne są pod taką właśnie etykietą. Sens narzędzia publicznej interwencji najczęściej zagrzebany jest pod plątaniną przepisów i regulacji, w znacznej mierze opanowujących język, jakim mówimy o projektach.

A zatem, krótki przegląd jest jak najbardziej na miejscu:

Mozart: miejskie dofinansowanie współpracy poszczególnego pracownika naukowego z konkretną wrocławską firmą. Trzeba określić dwunastomiesięczny program, skupiony na nowym produkcie i usłudze, ale nie trzeba „gwarantować”, że to się powiedzie. Bo nie wiadomo (choć przedsiębiorca i naukowiec nie angażowaliby się w to, gdyby w to nie wierzyli).

Visiting professors: miejskie dofinansowanie krótkich wizyt naukowców na wrocławskich uczelniach. W praktyce kilka tysięcy złotych, których zwykle brakuje, aby spotkać się z kimś, którego pytania lub idee mogą zmienić sporo w naszym myśleniu o nauce, biznesie lub pracy społecznej.

Mikrogranty ESK: kilka tysięcy złotych, dzięki którym od burzy mózgów można dojść do samej pracy. Tytułem nowej kultury: kultury sprawdzania naszych pomysłów, a nie tylko ich kontemplowania w świątyni własnego geniuszu.

Co łączy te inicjatywy? Że należą do tego segmentu myślenia o rozwoju, który można wiązać z terminem „seed money”. Niech tak pozostanie.

Seed money: jak wspierać innowacje?
4.43 na podstawie 7 głosów

O Autorze

Maciej Litwin

Od lutego 2015 pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego. Wcześniej -- współtwórca i pierwszy menedżer Wrocławskiego Centrum Akademickiego (2008-2015). Architekt miejskiej platformy współpracy naukowo-biznesowej „Mozart”. Koordynator regionalny przeglądu szkolnictwa wyższego w rozwoju Wrocławia realizowanego przez OECD w latach 2011-2013. Na Uniwersytecie Wrocławskim prowadzi badania nad mechanizmami ludzkiego myślenia ujawniającymi się w języku (przekład) i pracuje ze studentami filologii angielskiej jako wykładowca. Wspiera analitycznie rozwiązania polityki miejskiej związane ze szkolnictwem wyższym i innowacjami. Z pasją angażuje się w edukację dzieci i dorosłych.