Kultura Miasto Miejsca

Porażka Laboratorium Partycypacji

IMG_6694
Piotr Spigiel

Weekend majowy spędzałem z dala od zgiełku miasta. Ostatnie polityczne wydarzenia zarówno w kraju, jak i na lokalnym podwórku spowodowały jeszcze większą niż zazwyczaj chęć odcięcia się od świata.

Niestety sielankę izerskiego spokoju zakłóciła wiadomość, którą miasto podało do wiadomości w piątek popołudniu, czyli tuż przed długim weekendem (cóż za wyczucie czasu). Żadna z ofert złożonych w konkursie na operatora kamienicy na Wyspie Słodowej nie przekroczyła progu 75 proc. maksymalnej sumy punktów, wobec czego konkurs został nierozstrzygnięty. Tą decyzją (a może już wcześniejszą, o tym, że konkurs w ogóle zostanie zorganizowany) miasto przekreśliło 1,5-roczny proces partycypacyjny wokół „Laboratorium Partycypacji” na Wyspie. Zgodnie ze stanowiskiem Biura ds. Partycypacji winę za to ponoszą mieszkańcy, którzy nie stanęli na wysokości zadania przygotowując niewystarczająco dobre oferty konkursowe.

OBYWATELSKI ENTUZJAZM

W trakcie wspomnianego majówkowego wyjazdu spotkałem dziewczynę pracującą we wrocławskim Stowarzyszeniu Akcja Miasto. Wymieniliśmy się naszymi odczuciami dotyczącymi klimatu w mieście dla działań społecznych. Katarzyna, z zawodu architektka, opowiedziała mi o tym, jak dwa lata temu wróciła do Wrocławia z pobytu we Francji i, nie wiedząc, gdzie dalej pokierować swoje kroki, zaangażowała się w projekt #269 w budżecie obywatelskim – wniosek „Rowerowego Wrocławia” o budowę infrastruktury rowerowej w mieście, który zdecydowanie zwyciężył w głosowaniu mieszkańców. Zadecydowało to o tym, że Kasia została we Wrocławiu i mieszka tu do dziś, między innymi projektując dla nas ścieżki rowerowe.

Wspominaliśmy ten czas sprzed dwóch lat z dużym sentymentem. Entuzjazm, jaki z początku budził budżet obywatelski, towarzyszące mu dyskusje o kształcie miasta, pojawiające się ruchy miejskie, wszystko to dawało nadzieję, że Wrocław będzie stawał się coraz przyjaźniejszym do życia, otwartym na mieszkańców ośrodkiem. Znalazło to odzwierciedlenie w nowej polityce miasta sygnowanej hasłem „Wrocław rozmawia”. Jak wiele musiało wydarzyć się przez te dwa lata, by ten entuzjazm, chęć działania i zmieniania miasta na lepsze, dyskutowania o nim, angażowania się w oddolne inicjatywy miejskie, wydawały nam się teraz jedynie pięknym wspomnieniem?

PARTYCYPACJA PO WROCŁAWSKU
Przyznam, że chciałem wierzyć w dobre intencje Prezydenta Dutkiewicza, gdy, w ramach nowej jakości w zarządzaniu miastem, zapraszał aktywistów do „laboratorium partycypacji”, które miało powstać w kamienicy na Wyspie Słodowej. Rok później okazało się, że chyba rozumiem tą partycypację zupełnie inaczej niż Prezydent i jego urzędnicy.

Jak dla mnie niezrozumiała i przecząca idei partycypacji była już sama decyzja o ogłoszeniu konkursu. Tym bardziej, że została ogłoszona nieco ponad miesiąc temu, po prawie roku rozmów, konsultacji i wielu godzin pracy osób zaangażowanych w proces partycypacyjny. Oficjalnym powodem ogłoszenia konkursu było to, że podmioty zaangażowane w proces konsultacji nie potrafiły dogadać się ze sobą. W rzeczywistości jedynym podmiotem, który nie podpisał deklaracji współpracy na rzecz kamienicy WS7 był prywatny inwestor, którego wniosek w konkursie został odrzucony z powodów formalnych, właśnie dlatego, że został złożony przez firmę a nie organizację społeczną…

Nie twierdzę, że wniosek złożony przez Stowarzyszenie WS7 jest idealny, pozbawiony błędów czy zawierający w 100% realne wyliczenia biznesowe. Zawsze można stwierdzić, że można było zrobić więcej i lepiej. Nie zapominajmy jednak że, w przeciwieństwie do urzędników na etatach, każdy z aktywistów zaangażowanych w proces konsultacji ma jeszcze inną pracę. Urzędnikom płacimy za to wszyscy, po to, by reprezentowali nas i zarządzali miastem w jak najlepszy sposób.

SUROWY NAUCZYCIEL

W procesie partycypacji Urzędnicy wcielili się w rolę surowego nauczyciela, który oblewa na koniec swoich studentów, a następnie ogłasza wszem i wobec, że ich prace egzaminacyjne były słabe. Trafnie podsumował to na swoim facebooku dziennikarz Andrzej Jóźwik:

„To fiasko procesu, w którym uczestniczy urząd, z całą swoją prawno-logistyczną machiną, zrzucając odpowiedzialności na grupę działających po godzinach społeczników. Doprawdy brawurowy finisz.”

Czy tak wygląda partycypacja i dialog z mieszkańcami?

Czy nauczyciel nie powinien wykazać nieco więcej pokory i uznać kiepski wynik na egzaminie za efekt swojej pracy?

Czy miasto nie zyskałoby o wiele więcej, gdyby zamiast organizowania konkursu odpowiedni, kompetentni (nie wątpię, że tacy są w Urzędzie Miasta) urzędnicy usiedli z mieszkańcami przy stole i wspólnie opracowali plan zagospodarowania i finansowania obiektu?

Jaką ocenę wystawić nauczycielowi za zmarnowanie potencjału tylu twórczych, zdolnych, chętnych do działania i znających potrzeby mieszkańców osób?

Czy urzędnicy są świadomi konsekwencji tej decyzji w dłuższej perspektywie? Kto z mieszkańców będzie chciał w przyszłości poświęcać swój czas i energię dla miasta, jeśli czeka go taki finał i „nagroda” za poświęcony czas i wysiłek? Ja przynajmniej czuję się skutecznie zniechęcony do dalszych działań społecznych na rzecz Wrocławia. W ostateczności nikt mi łaski nie robi. Jeśli urzędnicy nie są zainteresowani naszą pracą, naszymi pomysłami, naszą energią do działania to szkoda czasu na uszczęśliwianie kogoś na siłę. Lepiej zainwestować swój czas w działania z pewniejszą stopą zwrotu.

PRZYSZŁOŚĆ WS7, PRZYSZŁOŚĆ WROCŁAWIA

W trakcie zakończonego niedawno festiwalu „Miasto movie” odbyła się ciekawa dyskusja na temat przyszłości miast. Uczestnicząca w niej Bogna Świątkowska opowiedziała o tym, jak wielki „problem” mają szwajcarscy aktywiści, ponieważ gdy tylko zaczynają o coś walczyć w ciągu 1-2 miesięcy urzędnicy podchwytują ich pomysł, zapraszając do działania i sprawiając, że aktywiści nie mają już o co walczyć…
Szkoda miast, w których nie potrafi się wykorzystać energii i chęci działania mieszkańców, a zamiast tego podcina im się skrzydła, próbując udowodnić, że ich praca jest nic nie warta. WS7 miało szansę stać się nie tylko pięknym, inspirującym i twórczym miejscem dla samych wrocławian, ale również nieocenioną wizytówką miasta na zewnątrz. Czymś, czym moglibyśmy wspólnie pochwalić się przed światem, mówiąc: „zobaczcie, tu miał powstać prywatny hotel, ale mieszkańcy skrzyknęli się, zaprotestowali, a władze miasta wykazując się mądrością i otwartością zaprosiły ich do wspólnego stworzenia w budynku centrum społeczno-kulturalnego”.

Oczywiście każdy może bać się porażki. Ale czy największą porażką nie jest właśnie brak odwagi, aby spróbować?

Czy z taką postawą jakiś naukowiec miałby szansę na jakiekolwiek odkrycie w laboratorium?

PS. Już w najbliższym tygodniu odbędzie się otwarta dyskusja na temat przyszłości Wyspy Słodowej (wkleić link do https://www.facebook.com/events/1719111601663735/). Zapraszam w imieniu organizatorów wszystkich, którzy chcą zabrać głos w tym temacie.

Porażka Laboratorium Partycypacji
3.72 na podstawie 25 głosów

O Autorze

Piotr Spigiel

Piotr Spigiel

Fotograf, twórca video i animator kultury. Członek WPJA - stowarzyszenia najlepszych fotografów ślubnych na świecie oraz kolektywu Animateria Studio. Absolwent Dziennikarstwa i Kulturoznawstwa na UWr oraz Fotografii i Multimediów na wrocławskim ASP. Współtwórca inicjatyw Laboratorium Logo i Interesariusze ESK, zaangażowany także m.in. w ruch Rowerowy Wrocław oraz Wyspa Słodowa 7. Mieszka na wrocławskim Śródmieściu.