Kultura Miejsca

Małe (a) cieszy. Słowo o mikroarchitekturze.

PGardecki_Polegiwacz-(39)

Dziękuję Mikołajowi Smoleńskiemu za wydatną pomoc w przygotowaniu tego wpisu.

Gdy Helsinki były Europejską Stolicą Kultury, piętnaście lat temu, w centrum miasta powstała niewielka struktura: Happihuone cultural greenhouse, miejsce promocji zrównoważonego rozwoju i eko-designu. Po roku, zamiast ją rozebrać, postanowiono zachować. Moratorium trwało przez pięć następnych lat przyczyniając się, między innymi, do powstania torfowej sauny dostępnej wszystkim mieszkańcom.

W nawiązaniu do ubiegłotygodniowej debaty “MIKROarchitektura-MAKSIspołeczeństwo” organizowanej w ramach akcji “Nie olewamy miasta” przez firmę KOŁO, Samorząd Studencki Architektury, SARP Wrocław i Muzeum Architektury we Wrocławiu warto dodać parę zdań podsumowujących i porządkujących myślenie o mikroarchitekturze i będących próbą znalezienia podstawowych kryteriów, jakie można do mikroarchitektonicznych zjawisk przyłożyć. Przy tej refleksji można przypomnieć jedną z ciekawszych realizacji w (mikro)skali.

W 2003 roku, gdy w samym centrum Helsinek, na zachwaszczonej łące przy zatoce Töölö, w miejscu otoczonym przez wianuszek najbardziej reprezentacyjnych metropolitalnych gmachów (dworzec główny, redakcję Sanomatalo – największego dziennika, muzeum sztuki współczesnej Kiasma, parlament, muzeum narodowe oraz centrum kongresowe Finlandiatalo) powstała niewielka struktura.

Była to torvusauna – pierwotny typ sauny, zbudowany niczym igloo z bloków torfu. Projekt był częścią szerszego programu realizowanego przez sąsiednie Happihuone – ‘Kulturalną szklarnię’ – odpowiednik wrocławskiego Centrum Zrównoważonego Rozwoju. Oba obiekty do zobaczenia tutaj.

PGardecki_Polegiwacz-(51)

Co jedak najbardziej interesujące, to nie sama struktura, nieszczególnie atrakcyjna wizualnie, ale sposób w jaki funkcjonowała. Otóż był to obiekt, z którego korzystać mógł każdy. Zjeżdżali się tam czasem znajomi, lecz przeważnie nieznani sobie ludzie obojga płci, w różnym wieku. I gdy po sąsiednim torowisku przemykało Pendolino, rozbierali się do rosołu, zostawiając na zewnątrz – bez dozoru – rowery, ubrania, torby z portfelami i telefonami, po czym wchodzili do środka, ciesząc się specyficznym urokiem najbardziej tradycyjnego saunowania. Po wyjściu do ich dyspozycji były napełnione konewki, służące jako prysznic.

Tak to miejsce wspomina Mikołaj Smoleński – architekt, autor ubiegłorocznej instalacji Polegiwacz:

“Pamiętam moją refleksję z chwili, gdy oblewałem się zimną wodą, że w żadnej znanej mi stolicy zachodniego świata takie coś nie byłoby możliwe. Oczywiście, można sobie wyobrazić podobne wydarzenie, lecz nigdy i nigdzie nie byłoby one otoczone taką aurą naturalności i nie odbywało się w poczuciu absolutnego zaufania do całego świata, bez prowokowania kogokolwiek i bez bycia oskarżanym o prowokację, bez szyderstw i kpin. Tego Finom nieustannie zazdroszczę! Wspominając dziś to miejsce myślę, że jego najgłębszą istotą były dwie rzeczy. Pierwszą z nich było poczucie wspólnoty z nieznajomymi, które tak często jest u nas podkopywane przez antagonizmy polityczne, światopoglądowe lub kulturowe. Drugą rzeczą była czysta przyjemność i radość płynąca z funkcji, jaką ten obiekt oferował.”

DSC_1188i

We Wrocławiu coraz częściej można znaleźć przykłady mikroarchitektury – jakkolwiek ją rozumieć – które angażują aktywność i emocje mieszkańców. Są to samodzielnie zbudowane parki do wykonywania figur rowerowych, food trucki (jadłowozy? jadłobusy?) ściągające rzesze ludzi w dowolnie miejsce w mieście, instytucjonalne w swojej istocie orliki, które przy pomocy kawałka sztucznej nawierzchni i dobrego oświetlenia burzą tezę o wrodzonej nieruchawości polskich mężczyzn, lub też zaniedbany szalet na pl. Polskim, będący miejscem cyklicznych imprez muzycznych, nadrzeczne barki-kawiarnie lub zeszłoroczny Polegiwacz służący zarówno jako leżak, kawiarenka, plac zabaw, parkiet taneczny, audytorium lub tło ślubnej sesji.

Wszystkie te miejsca łączy to, że przy użyciu znikomych lub niedużych środków pozwolono ludziom cieszyć się wspólnie autentycznymi, prostymi przyjemnościami: jedzeniem, piciem, ruchem, odpoczynkiem, naturą i kulturą.

Takie miejsca budują pozytywną aurę wokół miasta i idący za nią przekaz, który rozprzestrzenia się viralowo i spontanicznie, bez szczególnych nakładów na promocję i marketing. Co równie ważne, błędy i nieudane próby, które przytrafiają się w każdej skali architektoniczno-urbanistycznej, są tu całkowicie odwracalne i mało kosztowne.

Autorem zdjęć Polegiwacza jest Piotr Gardecki. Autorem zdjęcia rowerzystów jest Mikołaj Smoleński.

Małe (a) cieszy. Słowo o mikroarchitekturze.
3.94 na podstawie 17 głosów

O Autorze

Katarzyna Kajdanek

Katarzyna Kajdanek

Doktor habilitowana, adiunkt w Zakładzie Socjologii Miasta i Wsi Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorka artykułów i książek, w tym o współczesnej suburbanizacji: "Pomiędzy miastem a wsią" i "Suburbanizacja po polsku".
Członkini społecznej rady ds. Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego.
Działa w Stowarzyszeniu "Akcja Miasto".