Edukacja

Uniwersytet Wrocławski ze Snapchatem i z mentorami

mentorzy
Martyna Wilk
Można przyjąć, że trzeba na nowo napisać konstytucję, aby nie służyła elitom, lecz wspierała ludzi. Można też wziąć odpowiedzialność za ludzi i zrozumieć, że każdy ma wpływ na kształtowanie elit. A o tym, że elity zawsze wywodzą się ze społeczeństwa, dobitnie przypomina internet.

Taktu w sam raz

„Dobry wieczór, nazywam się Robbie Williams i tego wieczora zaśpiewam dla Państwa”. Takimi słowami gwiazdor światowego formatu witał na swoich koncertach dziesiątki tysięcy fanów. To proste zdanie jest esencją taktu i dobrego wychowania: nieważne kim jesteś, ważne, jak traktujesz ludzi.

Przekonanie o tym, że uczelnie są miejscem krzewienia kultury i ogłady, jest tak samo prawdziwe, jak legendy o wykładowcach akademickich traktujących studentów z góry i przekonanych o tym, że na uniżoności młodszych względem starszych polega społeczna kindersztuba. Taki system wartości jest jednak ryzykowny, bo człowiek uczy się przez naśladowanie – w efekcie zbyt często innym robimy to, co ktoś zrobił nam.

Można wyśmiać, można zrozumieć

W lipcu br. Dział Nauczania Uniwersytetu Wrocławskiego apelował do kandydatów na studia, aby nie zapisywali w systemie Internetowej Rejestracji Kandydatów (IRK) zdjęć przerobionych w programach graficznych. Za pośrednictwem Facebooka pracownicy uniwersyteccy prosili: „(…) nie wgrywajcie do IRK zdjęć z uszami i nosami ze Snapchata (…) Kiepsko będą wyglądały na legitymacji studenckiej (…) Zdjęcie może być jak do dowodu (ale nie róbcie zdjęcia dowodu). A jeśli nie macie drugiego imienia, w polu <drugie imię> w IRK nie piszcie <nie mam>. No chyba, że chcecie mieć na legitymacji: <Anna nie mam Kowalska>”.

Sprawa odbiła się szerokim echem. Jedni wyśmiewali nierozumnych kandydatów („Myślę, że wstępną selekcję przyjętych macie już załatwioną”), inni wytykali uniwersytetowi szkodliwe spoufalanie się z młodzieżą („Może następnym razem, kiedy UWr będzie próbował się bawić w luzackie kontakty z młodzieżą za pośrednictwem mediów społecznościowych, to jednak pomyśli dwa razy, czy chce być ziomalem dla maturzystów, czy jednak instytucją edukacyjną”). Ale gdyby spojrzeć na tę cyberkompromitację inaczej, można dostrzec całkiem naturalną, wcale nie uszczypliwą, prawidłowość: w internecie zachowujemy się swobodniej niż poza nim. I wszystkim nam brakuje spójności w zachowaniu.
Ta sama osoba, która rozumie, dlaczego e-maila nie wypada zaczynać od słowa „Witam”, nie dostrzega problemu w stosowaniu na Facebooku hashtagów zbudowanych z nieistniejących słów – uznaje bowiem, że pisząc: „#wzrusz”, komunikatywnie i przyjacielsko wyraża swoje pozytywne emocje. Ktoś, kto wie, że w dialogu chodzi o to, by „język giętki wyraził wszystko, co pomyśli głowa”, okrasza swoje wypowiedzi emotikonkami, które dla niektórych mogą być dowodem na nieumiejętność werbalnego wyrażania emocji. Niekonsekwencja? Hipokryzja? Czy może całkiem zwyczajny efekt trwania w nieustającym dialogu, który w nowych mediach odbywa się jednocześnie na wielu płaszczyznach? W szybkiej, elektronicznej dyskusji język ma prawo się plątać. I żaden to koniec świata.

Frustracja z komunikacji

Rekrutacyjna „przygoda” Uniwersytetu Wrocławskiego pokazuje coś ciekawego. W czasach, gdy niektórym przeszkadza używanie Snapchata przez instytucje publiczne i wyśmiewają oni uczelnię za komunikowanie się przez ten serwis ze studentami, inni dumnie wykorzystują go do edukowania. Robi to na przykład Przemek Staroń, nauczyciel i wykładowca akademicki, który za pomocą Snapchata naucza filozofii – z tego powodu bywa nazywany „profesorem Snapem” i wygląda na to, że ceni sobie tę ksywkę. Ale przecież nie o podejście do portali społecznościowych się tu rozchodzi, lecz o intencje, z jakimi wykorzystuje się nowe media.

Komunikacja to niewyczerpane źródło frustracji. Gdy już sądzimy, że dyskusja zmierza we właściwym kierunku, nagle okazuje się, że znowu ktoś coś zrozumiał inaczej niż my. Ale bez dialogu nie da się iść naprzód, dlatego prędzej czy później trzeba podjąć decyzję: albo wchodzę w ten trudny proces rozmów bez końca, albo nie. Szkopuł w tym, że za potencjalnym „nie wchodzę”, stoi jeszcze większa niemoc niż ta serwowana przez trwanie w dyskursie.

Tak oto – w ogromnej mierze przez nieustający rozwój nowych technologii – zawiązuje się węzeł gordyjski cyfrowego świata. Otóż starsze pokolenie lubi tkwić w przekonaniu, że młodzi są krnąbrni lub nierozumni i nie chcą się uczyć. Rzecz w tym, że młodzi mają sporo powodów, by myśleć tak samo o starszych.

Zadbać o cudzy rozwój

Uniwersytet Wrocławski ma wyzwanie dla tych, którzy nie boją międzypokoleniowej przepaści i potrafią uczyć się od siebie nawzajem pomimo różnic w poglądach, we wrażliwości, a nawet w stawianych sobie celach. Właśnie trwa nabór do VII edycji Mentoringu dla studentów UWr. Założenia programu są proste: jeśli jesteś doświadczonym zawodowo człowiekiem, który chce podzielić się swoją wiedzą z młodymi ludźmi, to zgłaszasz się programu i stajesz się mentorem; jeśli jesteś studentem gotowym do pracy z doświadczonym zawodowo człowiekiem, to zgłaszasz się do programu i stajesz się menteem. Mentee wskazuje mentorów, z którymi potencjalnie chce pracować. Potem przez kolejne miesiące mentor spotyka się z wybranym przez siebie menteem. Co z tego wyniknie, zależy tylko od nich.

Można przyjąć, że trzeba na nowo napisać konstytucję, aby nie służyła elitom, lecz wspierała ludzi. Można też wziąć odpowiedzialność za ludzi i zrozumieć, że każdy ma wpływ na kształtowanie elit. Czy się to komuś podoba, czy nie – elity to ludzie, przede wszystkim ci wykształceni. Jeśli więc chcemy mieć wpływ na tych, którzy w przyszłości będą mieli wpływ na nas, warto zostać mentorem studentów; warto także – na każdym etapie życia – szukać swoich mentorów. Trzeba tylko mieć w sobie sporo pokory i odwagi: w prawdziwym dialogu, wolnym od uprzedzeń, nigdy nie wiadomo na pewno, kto jest mistrzem, a kto uczniem.

cover photo by Helloquence
Uniwersytet Wrocławski ze Snapchatem i z mentorami
5 na podstawie 6 głosów

O Autorze

Martyna Wilk

Martyna Wilk

Radna osiedla Powstańców Śląskich. Członkini Grupy Dialogu Społecznego ds. technologii obywatelskich przy Urzędzie Miejskim Wrocławia. Specjalistka w Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej Politechniki Wrocławskiej.
Wieloletnia redaktorka prowadząca branżowego pisma informatycznego skierowanego do administracji publicznej (2011–2017); redaktorka pism z obszaru technologii informacyjno-komunikacyjnych dla nauczycieli wszystkich szczebli edukacyjnych (2014–17).
Panelistka na międzynarodowej konferencji Personal Democracy Forum 2017, gdzie prowadziła autorskie warsztaty pt. „Przyszłość humanistyki jest na politechnikach”.
Autorka takich publikacji książkowych, jak: „Dobre pomysły na cyfrowy urząd”, „Implementacja ITIL w administracji publicznej” oraz „Dostępność treści internetowych (WCAG 2.0) w praktyce instytucji publicznych”.
Publikuje na tematy związane m.in.: z rozwojem komunikacji między obywatelami a instytucjami publicznymi, ze smart city, z wykluczeniem cyfrowym oraz z wpływem technologii na demokrację, rynek pracy i obywatelskość.
Szuka rozwiązań, które – dla dobra rozwoju społecznego i gospodarki – zbliżają nauki humanistyczne i techniczne.